Już rezerwuję miejsce w Strefie Kibica w Szczecinku
Brawo, brawo i jeszcze raz brawo. Jako zaprzysięgły kibic „kopanej” mogę się tylko cieszyć z tego, że i w Szczecinku będzie można pooddychać atmosferą Euro 2012. Oby tylko nasi reprezentanci postarali się, abyśmy z meczów nie wracali z nosami pospuszczanymi na kwintę, jak to się zdarzało na ostatnich wielkich imprezach piłkarskich.
Strefa Kibica na Mysiej Wyspie! To już niemal pewne. Nic tylko się cieszyć, bo – nie czarujmy się – na stadionach znajdzie się tylko miejsce dla garstki szczęśliwców. Pozostałym zostaje wlepianie oczy w telewizor. W domu, w knajpie lub w Strefie Kibica. Z całego serca zachęcam do tego ostatniego, bo wspólne przeżywanie meczów o taką stawkę bardzo integruje i pozwala poczuć jedność.
Na tych łamach zachęcaliśmy miasto i SAPiK, aby ryzyko podjęli i przez prawie miesiąc, gdy kraj będzie żył Euro 2012, zatroszczyli się o kibiców. Miejsce jest idealne. Mysia Wyspa po ostatnich inwestycjach stała się klimatycznym zakątkiem Szczecinka, wprost stworzonym do takich imprez. Tu nikomu kibice przeszkadzają, a będą się mogli poczuć niemal jak na stadionie. Aby tylko dopisała pogoda. Na Mysiej Wyspie nie ma – jak na Stadionie Narodowym – dachu zasuwanego na wypadek deszczu.
Mam małą uwagę. Może jeszcze raz warto pochylić się nad kwestią kupna profesjonalnego telebimu. Wiem, że to spory wydatek, a rok w budżecie mamy kryzysowy. Jednak wypożyczenie ekranu na miesiąc z pewnością pochłonie nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czy nie lepiej jednak szarpnąć się na taki wydatek i mieć telebim na własność? Imprez, w jakich mógłby być wykorzystany jest w kalendarzu bez liku, a i od czasu do czasu można byłoby go wynająć i parę groszy by się zwróciło.
Pozostaje kwestia bezpieczeństwa. Wiem, że może być niebezpiecznie. Nie chcę nikogo straszyć, broń Boże, ale wiem, że są w Szczecinku kibole, dla których mecz to nie okazja to wspólnego świętowania, ale szukania rozróby. Zresztą nawet najspokojniejszych mogą ponieść emocje. Pamiętam plenerowy pokaz meczu na mundialu w Niemczech w 2006 roku, gdy Polska grała z gospodarzami. Nasi dzielnie się bronili do ostatniej minuty, gdy tradycyjnie już Niemcy wcisnęli nam gola na 0:1. Kilkuset widzów w jednym ze szczecineckich lokali zawyło z żalem, a w ekran z dykty, na którym wyświetlano mecz, poleciały butelki i szklanki. Fragment pobitego szkła uderzył mnie wtedy w stopę obutą w sandała, co okupiłem i raną i solidną blizną. Stawiam więc przed gospodarzami Strefy Kibica poważne zadanie jej zabezpieczenia.

